• KILKA KRESEK II - wystawa

    2014-02-15 01:23

    Zachecamy do obejrzenia plansz wystawy KILKA KRESEK. ARCHITEKTURA PODMIEJSKA NA ZAKRĘCIE NOWYCH CZASÓW.

    Wystawa objaśnia wiele zagadnień związanych z włochowską architekturą próbując odpowiedzieć na pytania, dlaczego wybierano konkretne formy architektoniczne.

  • GRA!

    2013-06-05 13:52

    W najbliższą sobotę 8 czerwca zaparaszamy na czwartą edycję
    WŁOCHOWSKIEJ GRY (POD)MIEJSKIEJ
    dawno, dawno temu...

    Startujemy od 10.00 spod Pałacyku Koelichenów (biblioteka w parku, ul. ks. J. Chrościckiego 2).
    Zapraszamy uczestników indyidualnych i grupy, pieszych i rowerzystów.

    Zgłoszenia: wlochy.pod.warszawa@gmail.com

    WIĘCEJ

  • SPOTKANIA

    2013-05-19 18:43

     Zapraszamy na dwa pierwsze spotkania w ramach cyklu MIESZKAM WE WŁOCHACH - oba we włochowskiej bibliotece (ul. ks. Chrościckiego 2), oba w piątki o 17.30: 24 maja i 14 czerwca.

    24 maja zmierzmy się z tematem EWANGELIKÓW-AUGSBURSKICH WE WŁOCHACH.
    Naszym gościem będzie pani Ewa Kitzman.

    Cykl organizuje fundacja Stare Nowe Moje Włochy, współfinansuje m.st. Warszawa.

  • SEZON 2013

    2013-02-24 23:19

     Pod koniec kwietnia rusza kolejny cykl imprez związanych z historią warszawskich Włoch.
    Zapraszamy do przeglądania PROGRAMU.

    W dziale teksty bardzo ciekawe wspomnienie autorstwa Witolda Lilientala.

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 ... 12 Następna »

 

WITOLD LILIENTAL - wspomnienie

 

Szesnastego stycznia we Włochach nie było już prawie ani jednego Niemca. Prawie, bo jednak sam widziałem przez okno na ulicy jakichś dwóch młodych ludzi w cywilu, jak prowadzili jakiegoś Niemca i trzymali wycelowany w niego karabin. Z daleka słychać było głuche dudnienie. Ludzie mówili, że to działa. Następnego dnia była już kompletna cisza. Po południu, Matusia odważyła się wyjść z domu. Po niedługim czasie wróciła podniecona, już od drzwi wołając, że na przejeździe kolejowym już są polscy żołnierze. Opatuliła pośpiesznie Anulkę i mnie w ciepłe ubrania i pognaliśmy.
 

Przez przejazd kolejowy nieprzerwanie toczyły się czołgi, a na nich żołnierze w oliwkowych mundurach z orzełkiem trochę innym, niż ten, co widniał na fotografii mojego ojca, ale wołający do nas po polsku. Ludzie machali. Czołgi przybywały od strony Ursusa, skręcały przez przejazd i sunęły dalej ulicą Chrobrego. Ci żołnierze wyglądali na skrajnie zmęczonych. Pamiętam, że jeden spał na czołgu i tylko z jego ręki chustka machała sama na wietrze. Robiło się już szaro i ciemnawo. Na niebie raz po raz rozpryskiwały się kolorowe rakiety. Jakiś oficer stał na boku i rozmawiał z grupką ludzi po polsku. Nie zapomnę przejmującej chwili, gdy jakiś młody mężczyzna stojący parę kroków od nas w tłumie, w skórzanej pilotce na głowie, zawołał jedno przeszywające wszystkich słowo: “Tato!”. Przedarł się przez tłum, wskoczył na toczący się czołg. Widziałem, jak ściskał się ze starszym żołnierzem. Razem pojechali dalej... Matusia mówiła coś, że może wśród tych żołnierzy będzie mój tatuś, bo przecież on był czołgistą i że może właśnie stamtąd wraca. Jak później słyszałem od Niej, nie chciała jednak długo uwierzyć w zbrodnię katyńską, przez jakiś czas łudziła się nadzieją, że to jednak tylko niemiecka propaganda. Ale wówczas ja o tym w ogóle nie wiedziałem. Tatusia znałem dobrze ze zdjęcia i wypatrywałem podniecony, czy gdzieś nie widać takiego oficera... Nie dane mi było jednak mieć ojca.
 

Mógłbym jeszcze opowiedzieć o tym, co pamiętam zaraz po wkroczeniu Wojska Polskiego. O tym, jak stacjonowali później w naszym domu oficerowie w mundurach polskich, ale mówiący obcym, śpiewnym językiem. O tym, jak wszyscy powtarzali, że jakiś Rola-Żymierski ma teraz sztab we Włochach. Jak koło tego składu opałowego ustawili szlaban. I o tym, jak Matusia wróciła w jakiś wieczór do domu zdyszana i przerażona. Gonili ją jacyś pijani żołnierze rosyjscy i krzyczeli: “strilat’!”. Wreszcie, jak Matusia zaprowadziła mnie na piechotę do zniszczonej Warszawy i jak widziałem na jakiejś wyburzonej ścianie gdzieś wysoko sterczący piec kaflowy, ale nie było tam podłogi. Jak w jakimś tramwaju mieściła się restauracja. I wzięła mnie do Muzeum Narodowego, żeby pokazać króla Zygmunta. Stał bez kolumny na małym podwyższeniu w Muzeum Narodowym. Powtarzała, że to bardzo ważne i kazała mi dobrze zapamiętać na całe życie. Zapamiętałem.
 

“Dziadku, chodź, siadajmy już, bo zaraz zajmą wszystkie miejsca”. Mój „film” przerwał się. Powróciłem do rzeczywistości. Za chwilę miał się zacząć koncert. W wolnej, pięknej, odbudowanej Warszawie. I czułem, że pomimo mieszkania daleko od niej i tylko odwiedzania co jakiś czas, jest ona moja bardziej, niż kiedykolwiek.
 

Witold Liliental
Oakville, Ontario

Wspomnienie pochodzi z książki Moje wojenne dzieciństwo, tom 3, red. Eulalia Rudak, wyd. fundacja Moje Wojenne Dzieciństwo, Warszawa 2000. Publikujemy za zgodą autora.

 

Strony: « Poprzednia 1 2 3 4 5 6 7